Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy wchodzą w przełomowy okres swojej działalności. Po latach skoncentrowanych na obsłudze postsowieckiej techniki lotniczej spółka kieruje się w stronę zachodnich samolotów bojowych, programów modernizacyjnych oraz budowy kompetencji w obszarze systemów bezzałogowych.
Jak podkreśla prezes Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 Jakub Gazda w wywiadzie dla portalu Polska Zbrojna, bydgoskie zakłady stoją przed zasadniczą zmianą profilu działalności. - „Po dekadach, w czasie których zajmowaliśmy się wyłącznie postsowiecką techniką lotniczą i stopniowym pozyskiwaniem kompetencji przy maszynach zachodnich, to one staną się teraz naszym głównym obszarem działalności”.
Choć WZL-2 nadal będą serwisować samoloty MiG-29, zarówno polskie, jak i zagraniczne, to ciężar działalności przesuwa się w stronę zachodnich platform bojowych i transportowych. Kluczowe miejsce zajmują tu samoloty F-16, FA-50 oraz C-130 Hercules do końca ich służby w Siłach Zbrojnych RP.
Rok 2024 przyniósł pierwsze od pięciu lat dodatnie zakończenie roku finansowego. Prezes WZL-2 nie ukrywa, że wcześniejsze problemy były wynikiem błędów organizacyjnych. - „Kiedy w 2014 roku opuszczałem skład rady nadzorczej zakładów, odchodziłem ze spółki rentownej, dysponującej zaawansowanymi technologiami, posiadającej rozwinięte systemy IT i uporządkowane księgi”.
Jak zaznacza, po połączeniu WZL nr 2 z WZL nr 4 nie scalono ksiąg rachunkowych, a sprawozdania finansowe nie były składane w terminach przewidzianych ustawą. - „Jeśli sprawozdania nie były składane w terminie, to znaczy, że nie oceniał ich zewnętrzny audytor, który w obiektywny sposób wskazuje problemy i obszary ryzyka”.
Jednym z najczęściej krytykowanych projektów realizowanych przez WZL-2 pozostaje bezzałogowy system Orlik. Prezes Gazda zwraca uwagę, że jego fundamentem była wadliwie dobrana formuła prawna. - „Grzechem pierworodnym Orlika był sposób jego pozyskania – zamiast pracy badawczo-rozwojowej przyjęto procedurę zakupu z dostosowaniem”.
W praktyce oznaczało to, że znaczna część kosztów rozwoju została pokryta ze środków własnych spółki. - „Spółka nie dostała żadnych 800 milionów złotych. Mówimy o wartościach zbliżonych do jednej dziesiątej tej kwoty, wypłaconej w formie zaliczki”.
Rosnące wymagania techniczne wymusiły zastosowanie wydajniejszego napędu, zdolnego unieść 150-kilogramowy ładunek sensorów i zapewnić długotrwałość lotu. - „Oczekiwania techniczne rosły, a ich spełnienie pokrywaliśmy z własnych środków, ponieważ to nie była umowa badawczo-rozwojowa”.
Jednym z kluczowych momentów dla WZL-2 jest udział w programie modernizacji MLU polskich F-16. Jak zaznacza prezes, nie jest to całkowicie nowy obszar, ale skala prac oznacza jakościowy skok. - „Od blisko 20 lat mamy pewne kompetencje w serwisie F-16, ale zakres prac przy Jastrzębiach i układach elektronicznych oznacza wejście do nowej ligi wykonawców”.
Zakład intensywnie szkoli personel i finalizuje kwestie formalne, aby zapewnić pełną gotowość do realizacji programu.
WZL-2 przygotowują się również do obsługi koreańskich samolotów FA-50, które wkrótce staną się jednym z filarów polskich Sił Powietrznych. - „Przeszliśmy audyty i zostaliśmy wskazani przez producenta, firmę KAI, jako strona umowy serwisowej dla FA-50”.
Ostatnim krokiem pozostaje podpisanie kontraktu z Inspektoratem Wsparcia Sił Zbrojnych, co pozwoli na utrzymanie tych maszyn w gotowości bojowej w kraju.
Wypowiedzi prezesa WZL-2 jasno pokazują, że bydgoskie zakłady przechodzą największą transformację w swojej historii. Odejście od postsowieckiej techniki, modernizacja F-16, obsługa FA-50 oraz kompetencje zdobyte przy Orliku czynią z WZL-2 jeden z kluczowych filarów nowoczesnego zaplecza lotniczego Sił Zbrojnych RP.
Cały wywiad dostępny na: Polska Zbrojna
Skrót zredagowany przez Aviation24.pl






