Kanadyjski twórca internetowy John Ferguson udowodnił, że różnice nie stanowią bariery, bijąc rekord Guinnessa i zostając najniższym człowiekiem, który kiedykolwiek wykonał "wing walking" czyli „spacer po skrzydle”. Choć nazwa jest spektakularna, to jednak bardziej to chodzi o przywiązanie do skrzydła.
27-latek z achondroplazją wzbił się w niebo nad Wielką Brytanią, przypięty do skrzydła samolotu, rozpędzając się do ponad 160 km/h w deszczu.
Ferguson, mierzący 124 cm, został oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako najniższy mężczyzna uprawiający wing walking. Tym samym odebrał rekord Kiranowi Shahowi, który utrzymywał tytuł od 2010 roku. Jak przyznał, wcześniej nigdy nie próbował tego rodzaju ekstremalnych wyzwań, ale doświadczenie całkowicie go przekonało. „To naprawdę niesamowita perspektywa – być tam wysoko w powietrzu. W życiu zbyt często przyzwyczajamy się do wygody. Trzeba zrobić coś strasznego przynajmniej kilka razy, aby naprawdę docenić to, co mamy” – powiedział po locie.
Pomysł na rekord pojawił się, gdy Ferguson szukał nietypowych pomysłów na nagrania do swojego kanału YouTube podczas wizyty w Anglii. „Wpisałem w wyszukiwarkę najbardziej szalone rzeczy, jakie można zrobić w Anglii, i znalazłem wing walking. U siebie w Kanadzie niewiele jest takich ofert, więc pomyślałem: chcę zrobić coś naprawdę szalonego. Chciałem wyjść ze swojej strefy komfortu, a właściwie – wylecieć z niej” – żartował.
Lot dostarczył mu ogromnych emocji. „Najbardziej zapamiętałem moment, gdy samolot leciał nosem w dół. Naprawdę pomyślałem, że pilotowi skończyło się paliwo, ale wtedy nagle poderwał maszynę z powrotem. To było przerażające, ale i ekscytujące zarazem” – wspominał. Podkreślił też, że prędkość w połączeniu z deszczem dała mu wyjątkowe wrażenia: „Mówili, że lecieliśmy ponad 100 mph. Czułem się, jakbym wystawił głowę przez okno samochodu pędzącego autostradą, tylko że tutaj uderzały we mnie miliony kropli deszczu. Nigdy wcześniej nie czułem takiej prędkości.”
Choć doświadczenie było ekstremalne, Ferguson zapewnia, że czuł się bezpiecznie i komfortowo, gdy już został przypięty do skrzydła. „Wiedziałem, że nie ma odwrotu. Zaskoczyło mnie, jak szybko samolot nabierał prędkości, ale to naprawdę było niesamowite. Nawet jeśli nie było wygodnie z deszczem, mogłem to znieść, bo emocje były silniejsze” – tłumaczył.
Kariera Johna rozpoczęła się od krótkiego filmiku na Vine, w którym wyskoczył z pralki, strasząc kolegę – nagranie zdobyło 17 milionów wyświetleń. Dziś jego profile społecznościowe obserwuje ponad 2 miliony fanów. Rekord Guinnessa był jego marzeniem od dawna, ale jak sam podkreśla, nie zamierza na tym poprzestać. W planach ma kolejne wyzwania z dużą dawką adrenaliny – od jazdy konnej, przez paralotniarstwo, aż po skoki spadochronowe. „Zanim jednak zdecyduję, muszę zobaczyć, jak zareaguje moja mama na to, co właśnie zrobiłem” – zażartował Ferguson po locie.
Źródło informacji: guinnessworldrecords.com / redag. Aviation24.pl






