czwartek, 24 sierpień 2017 09:30

Paweł Faron zdobywca srebrnego medalu w PMP 2017 w Serbii opowiada o udziale w zawodach.

Napisane przez Paweł Faron
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Źródło zdjęcia: Paweł Faron Źródło zdjęcia: Paweł Faron

Spojrzałem w górę gdyż zdawało mi się że coś mnie znosi w lewo, pomyślałem mała klapka a tam ktoś pakuje mi się w „glajta” od góry. Zdążyłem tylko wypowiedzieć pierwsze słowo jakie nasuwa się w trudnej sytuacji. Dostrzegłem Jacka Montane (kolegę teamowego), który zaplątał się w liny mojego „glajta”.

Nogi miał wysoko na czaszy, a głowę w dół odchyloną do tyłu, próbował odplątać rękę z lin. Szybko pomyślałem, że nie mogę nic zrobić, mamy 2600m wysokości więc nie ma tragedii. To on musi zahamować skrzydło a ja ruszyć do przodu. W pierwszej chwili odruchowo pociągiem za hamulce, ale zaraz odpuściłem i czekałem co będzie dalej. Jacek niczym jaszczurka zwinka odplątał się z lin. Moja paralotnia skoczyła do przodu z klapą. Szybką reakcją zatrzymałem czasze, która już chciała ruszyć do spirali. Rzut okiem na stan „glajta”, nawet jedna linka nie zerwana … no to walczymy dalej. Po chwili usłyszałem tylko – sorki! - od Jaca . Po kilku minutach już dawaliśmy w kominie do chmury.
Tak bawiliśmy się ostatniego dnia. Latałem w Serbii w Kopaoniku, już na Mistrzostwach świata 3 lata temu. Miejsce całkiem przyjemne i tanie. Jeśli jest pogoda, kominy mocne ale nie turbulentne. Nawet pierwszego dnia robiąc dolot do mety nisko nad graniami przy silnym wietrze nie rzucało zbytnio. Pierwszego taska zrobili tylko zawodnicy na szybkich skrzydłach. Organizator przerwał taska zaraz po lądowaniu naszej 5 osobowej grupy. Z uwagi właśnie na silny przeciwny wiatr na dolocie. Czy decyzja trafna, nie wiadomo. Choć lepiej dmuchać na zimne. W zawodach było trochę ludzi z niezbyt dużym doświadczeniem, a latanie pod silny wiatr przez kilka grani jest na pewno ryzykowne. Pierwszego taska wygrywa Spajki. Drugi Mario, trzeci Napięty a czwarty ja. Wszyscy byliśmy blisko siebie. Task pierwszy 65 km. Po lądowaniu na mecie, wracaliśmy pustym autobusem „zwózkowym”. Dopiero po chyba 30 km dosiadali się następni piloci. Oczywiście trafiliśmy po drodze do wiejskiego sklepu. Ceny zbiły nas z tropu. Pośpiewaliśmy trochę góralskich piosenek i było wesoło. Następnego dnia nie było latania z uwagi na zła pogodę. Drugiego taska rozegraliśmy po 2-dniowej przerwie. Warunki, już super, podstawy na 2600 czy nawet wyżej. Task zapowiadał się dla mnie całkiem dobrze. Od początku w czołówce i wysoko, niestety po kilkunastu km oderwało mi się koluszko od speeda. Na szczęście linka w tej uprzęży jest przeprowadzona jeszcze za taśmą. Miałem dostępną połowę speeda. Przy mocno trzęszczącej uprzęży. Troszkę chłopaki mi odskakiwali, ale ja lecąc za nimi po prostej w znaleziony komin, miałem uproszczoną sytuację. Dzięki czemu nie traciłem do nich. Wbijałem w komin trochę później ale za to wyżej. Wiedziałem, że na końcu na dolocie mi odejdą. Koniec taska to dolot po plateau położonym mniej więcej na wysokości 1000m. Przed dolotem trzeba było zrobić wysokość, ale jakoś nie szło za szybko. Kominy były słabe. W końcu po mozolnym dokręcaniu, pierwszy odszedł Preczmek. Za nim Spajk i ja. Niestety miałem ograniczoną prędkość. Chłopaki odeszli mi na 2 min. Po dwóch taskach wylądowałem na 2 miejscu za Spajkiem mając ok 30 pkt. straty. To naprawdę nie wiele. Wszystko miało się rozegrać w ostatniej konkurencji.

paralotnie

paralotnie
Ostatni dzień zawodów, task 91 km, start z Jadownika , super termiczne miejsce, ale tego dnia szybko się przyciemniło i połowa zawodników startowała mając wiatr w plecy. Odpaliłem ok 30 min przed otwarciem okna z wiatrem w plecy więc sprint był nie zły. Z wykrętką oczywiście nie było problemów, ale ze startem tak. W trudnej sytuacji znalazł się Spajk, który miał problem i wystartował dopiero tuż przed otwarciem okna. Szybko ukształtowała się prowadząca, ok 10-osobowa grupa. Ja, Maniek, Jacek, Vlajko, Preczmek, Krzysiek, Napięty Bogdan, Kum. Leciało się fajnie gdyż większości z nas zależało na czasie. Co chwila ktoś wyskakiwał do przodu co ułatwiało lot. Wszystko szło dobrze do momentu gdy ok 25 km przed metą zaczepiliśmy się z Jacem. Po akcji byliśmy po prawej strony doliny (na stokach E). Chmury przed nami wyglądały dobrze, ale wszyscy skręcili na drugą stronę doliny. Miałem trudny orzech do zgryzienia czy zostać samemu po tej stronie czy lecieć z grupą. Rozejrzałem się w koło. Nikogo nie zauważyłem, cała grupa odbiła na drugą stronę doliny, wszyscy moi konkurenci mnie opuścili. Przekalkulowałem sprawę i stwierdziłem, że lepiej nie ryzykować lotu samemu, jeśli polecę z grupą do mety mam złoto. Niestety nie zauważyłem Bogdana, który został trochę z tylu (miał dość dużą stratę punktową do czołówki i on zaryzykował i poleciał pod chmury z lewej strony), jak się potem okazało udało mu się niesamowicie i doleciał przed następnym, Vlajko o 5 min. wcześniej. Na mecie okazało się, że Spajki jest ok 5 min po mnie. Miałem 36 pkt. straty więc wszyscy mówili że wygrałem . Choć w głębi duszy czułem, że nie podejmując tego ryzyka, przegrałem zawody. Na ogłoszenie wyników czekaliśmy długo ale po wywieszeniu kartki z wynikami z taska widzę że Spajki ma 90 pkt. Mniej. To już utwierdziło mnie że wygrałem, ale tylko na chwilę, później wywieszono wyniki overall i okazało się, że jestem drugi, a w generalce trzeci. Bogdan dzięki swojej decyzji przeskoczył chyba z poza pierwszej dziesiątki na drugie miejsce. Tak to bywa z kalkulacjami. Szczeście też trzeba mieć, a ja mimo że jednego dnia straciłem speeda to jednak drugiego po kolizji w powietrzu wszystko skończyło się stratą, a tak bywa rzadko. Następnym razem jeśli będzie okazja będę atakował. Człowiek uczy się ciągle.

Zawody wygrał Michał Gierlach przed Pawłem Faronem i Mariuszem Wiśniowskim.
Wśród kobiet zwyciążyła Dominika Kasieczko przed Anną Latko i Magdą Pawlak.

Drużynowo też było ciekawie: Od 3 lat pierwsze miejsce zajmował Ufo Team, ale tym razem po zaciekłej walce zepchneliśmy ich na drugie miejsce.

Mistrzem Polski został Żywiec Air Team, drugie miejsce Ufo Team, trzecie Grupa 303.

Bardzo dobrze na zawodach latał Grzegorz Fiema i wywalczył w klasie sport 1 miejsce, drugie Walter Wojciechowski, trzecie Janek Rentowski.


Pełne wyniki: https://airtribune.com/polish-and-serbia-open-2017/results/task2829/comp/polish-national-overall

Zdjęcia udostępnił: Paweł Faron

Autor relacji: Paweł Faron / https://flylite.pl/
flylite pawel faron logo2x

Czytany 314 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 24 sierpień 2017 09:36

Artykuły powiązane

Skomentuj

Twój komentarz zostanie opublikowany po akceptacji administratora.

Top